Lustro

Uwaga-poligon-wchodzisz na własną odpowiedzialność

Wpisy z okresu: 4.2002

A co będę w bawełnę owijał!
Wolne mam i tyle!. Po ostatnich – nietypowych dla mnie sobotnich seansach w pracy nazbierało się wolnych dni na mały urlop. Jadę na pustynię sieciową i zamierzam trwać z dala od wszelakich monitorów aż do piątego maja. Z szacunku do ewentualnych poszukiwaczy nowości w lustrze, jawnie wieszam na nim zasłonę. Nie spodziewam się, że wyleczę się przez ten czas z działalności, więc do-zobaczyska.
PS. Oka nie zamykam.

Perturbacje czasowe.
Dzisiaj – czas przeszły.
Wspomnienie napisu na murze: „Bóg wybacza, trójkąt nigdy”. Taka okolica. Dożywotnia etykieta przyklejona w dzieciństwie ciągnie się za każdą jednostką. Wystarczy wstąpić do knajpy kategorii o sześć gwiazdek za niskiej dla najmniej wymagającej kobiety, by się o tym przekonać.
Dzisiaj – czas teraźniejszy.
Pan S. – co robimy?
Oko – czekamy na piętnastą!
Dzisiaj – czas przyszły.
Na UW ma się odbyć sympozjum młodych dziennikarzy. Miał być Profesor. Jak się dowiedział, że następny wystąpi „uszatek” – zrezygnował. Stara dobra krew? Nie. To chyba Miasto takie. Rób co chcesz, ale na aplauz musisz zapracować. Dobrze jest wiedzieć, z kim człowiek obudzi się w łóżku. A to wymaga myślenia wieczorem. Pan U zapomniał, a Pan Miodek pamięta. Mój szacunek rośnie.

Kulinaria, czyli przepis na bloga (z błędem zapewne)
Zanim zacznie się pisać należy opracować strategię. Do kogo będzie adresowana przesyłka i kogo chce się zobaczyć w odbiciu. A dalej jest już prosto. Adekwatnie do pseudonimu serwujemy potrawy. Siedemnaście notatek zaczynających się na „q”, albo setka smutków. Inna technika: stosowanie naprzemiennie małych i dużych liter, piktogramy, kolorowe obrazki, milion kolorów, aby zawartość treściowa stała się nieistotna.
Ogólnie, dla większej popularności polecam szczyptę pikanterii (względnie całe wiaderko) i cóż – sieci zarzucone – pora czekać żniw.
Oczywiście znajdą się wyjątki piszące wyłącznie dla siebie, choć trudno mi w to uwierzyć. Z podobną myślą zaczynałem, by po jakimś czasie uświadomić sobie, że sam się oszukuję. Dla siebie, to się pisze w bardziej intymnych warunkach nie podając na żer sieciowego targowiska swoich „wytrysków umysłowych”.
Znane z historii porzekadło mówi, że zbiera się to co posiane.
Wysnułem stąd wniosek, że przeprowadzenie odwrotnego działania doprowadzi mnie do konkluzji: „co ja posiałem?”. Czym prędzej uderzyłem w księgi gości, do komentarzy…..
Ulga. Jest może ubogo, ale nie tragicznie. Normalnych nie znalazłem. Cała galeria cudaków podobnych do mnie. Mam o sobie dość wysokie mniemanie, co jednak nie przeszkadza mi zauważyć, że obok populistów, trafiły umysły przerastające moje poznanie świata.
Podejrzewam, że po tej notce dostanie mi się po głowie, więc na wszelki wypadek założę kask ochronny i będę przemykał miastem skradając się w podcieniach elewacji, niekoniecznie frontowych, i niekoniecznie po głównych arteriach.

Parę nonsensów.
W ramach zaangażowania sieci do zawierania i utrzymywania wirtualnych znajomości padło pytanie: jak skomentować coś nieokreślonego w treści. Kilka propozycji:
- owszem, lubię krawaty, ale koniecznie z zielonymi delfinami
- wydłubywanie maku z makowca jest zajęciem wystarczająco frapującym, bym nie zrozumiał ani słowa. Co to znaczy?
- och! Widzę, że nie jestem pierwszym, któremu wydawało się…
- absolutnie nie. mitologizowanie barwy w celu zwiększenia emocjonalnego wpływu na co mniej zrównoważonego czytelnika na pewno nie jest humanitarnym zajęciem
- czy podczas pisania nie spotkałeś (aś) na swojej drodze mojego mrówkojada? Gdzieś mi się zapodział. Może włóczy się w Twoim archiwum?
- tak! podoba mi się dużo bardziej niż zawartość mojej torebki.
- pojedz sobie dziecko jakichś reklamowanych słodyczy w kolorowych papierkach. Może staniesz się mniej jadowite.
- czy otoczenie bardzo Ci dokucza?
- a rano za oknem widziałem ptaszka. Taki kolorowy był, dopóki nie spotkał się z kotem….

Kombinatoryka.
Kiedy rzeczy dzieją się za szybko, oznacza to, że ktoś coś kombinuje. Jeśli na dodatek mają negatywne oddziaływanie na otaczający mnie świat zaczynam się bać. Dzisiaj boję się. Wiem, kto włożył kij, znam mrowisko, widzę nawet cel działania. Domyślam się powodów. Mrówki biegają, kij sterczy, a siła sprawcza kombinuje. Może rozwiązanie leży w historii?
Co też zrobił Gulliwer? Odpłynął ze świata wielkich? Dziś przerwa. Czas skomplikowanych procesów myślowych.

Tęsknoty.
Fragment krajobrazu pozbawiony betonu. Rosa na butach, pierwsze promienie słońca na plecach, zapach wilgoci, a w zmarzniętych oczach trochę tego co wyżej i trochę tego poniżej.
Mrzonka i gdybanie. Pozorna wolność wyboru zamkniętego w aglomeracji Oka. Zamiast – przede mną prostokąty gliny, plastiku, piasku i szkła – miejskie kicze powielone do bólu. Uczucie pogłębia znaleziony w sieci opis wyprawy na Carstensz. 5030mnp wyrosłe w Oceanii. Eeeeech!…. Myśli mi się podejrzanie jednotorowo. Niedzielna dzicz – bez prądu i ciepłej wody. Papierowy tygrys będzie realizował mrzonkę!

Bać mi się każą!
Rutynę codzienności przerwał dywan. Nie ten fizyczny, lecz ten znany wszystkim podwładnym. Mało tego – dywan był orgiastyczno – zbiorowy, bardzo nieprzyjemny i rozciągnięty ponad miarę. Barokowo-warczący. Mam pancerzyk ochronny na sobie i filtruję informacje dość selektywnie (defekt jakiś albo mutacja? nie – lustro). I jakoś mi z tego całego ględzenia wyszło, że nikt nie ma do mnie zasadniczych pretensji.
No przepraszam. Podobno, jak wyjdę z pracy ktoś bawi się na moim kompie. I jak się zdradził dyrektor przeczytał on moją pocztę. Szczyt bezczelności! I jeszcze się tym chwali. Żeby wszystko było jasne – to moja wina. Powoli zastanawiam się, czy nie zabierać komputera do domu….

Zanim sobota mnie obudzi.
Dość nietypowo znajduję się w pracy. I nietypowe myśli mnie nachodzą. Próbowałem wyobrazić sobie Oko jako kobietę…. Słabo mi. Brak pomysłu. Moja wyobraźnia nie sięga tak daleko. Nie wnikam już w kwestię stroju – zdarzyło się chodzić w spódnicy w wyniku przegranego zakładu – muszę przyznać, że niecodzienne to uczucie. Z brakiem zarostu również pogodziłbym się. Znalazłyby się inne powody do zaglądania w lustro, np.: malarstwo twarzowe…? Przeżyłbym pewnie. Nie wiem tylko, czy mój makijaż nie stałby się taki więcej papuaski. Szpilki na nogach – nie żyję. Podziwiam, lecz sam zabiłbym się po pierwszych 20 krokach. Największy problem mam z piersiami. Kontempluję swój tors(ik) i za cholerę nie potrafię umieścić na nim ani odrobiny, nawet słabo wykształconej tkanki. Potrzeby fizjologiczne, tudzież seks pominę milczeniem. Aaa! Jeszcze pazurki, fryzurka, bielizna… I słowa oczywiście. Oko nauczyłaby się mówić.
Jeśli zapomniałem jeszcze o jakichś ważniejszych różnicach – wybaczcie – słaba ze mnie kobieta.
Albo pomóżcie. Zanim się obudzę potrenuję umysł.

notuję.
dnia dziewiętnastego, czwartego miesiąca roku pańskiego 2002 po narodzinach Wielkiego drobiazg w przestrzeni trzeciej od słońca planety wypełnił swą objętością fragment czasu. Z braku lepszych pomysłów śladowe istnienie przemieścił w atmosferze ustalonym, wręcz cyklicznym rytmem zmierzając do celu nie wnoszącego wiele i pozostawiającego go anonimowym. Możliwości fizyko-chemiczne w połączeniu z dość złożonymi procesami biologicznymi wraz z tajemniczą siłą sprawczą skłoniły go do działań twórczych nie mających nic wspólnego z atawistyczną wolą przetrwania, czy też kontynuacją gatunku. Być może w teorii ewolucji udałoby się znaleźć przyczynę postępowania tego osobnika i zakwalifikować ją jako uboczną działalność adaptacyjną do zmiennych warunków środowiskowych, tudzież stadnemu instynktowi i utożsamieniu się z równie anonimową masą podobnie jak on postępujących.
A tak po ludzku: przyszedłem do pracy i gapię się w monitor nadaremnie

Podejmowanie decyzji.
Proces prosty, polegający na analizie tego co było i wyborze tego co będzie. Nieunikniony nawet na przestrzeni pojedynczego dnia. Wstać – nie wstać, ubrać się, czy wyjść nago, zrobić – nie zrobić… banalne. A jednak jest tu haczyk. Politycy wraz z kadrą kierowniczą, urzędnikami, zarządami, gronami dysydentów opanowali sztukę takiego lawirowania, pytyjskich odpowiedzi i wypowiedzi, żeby decyzje stały się wynikiem jakichś skomplikowanych procesów myślowych przeprowadzanych przez personel niższego (najniższego) rzędu. Potrzeba wymyślania co miał na myśli, co właściwie powiedział i jak to rozumieć spada na jednostki, które nie powinny zawracać sobie głowy logiką wyższych lotów. Odpowiedzialność natomiast zostaje rozłożona według efektów działania. Jeżeli czyn przyniósł profity – chwała najwyższemu, jeżeli uszczerbek – zwolnić sprzątaczkę, za wynik ekonomiczny firmy (biura, urzędu, kancelarii itp)


  • RSS