Lustro

Uwaga-poligon-wchodzisz na własną odpowiedzialność

Wpisy z okresu: 6.2002

A dziś w autobusie…
No właśnie. Wsiadła pani, która nie należała do grona codziennych pasażerów. Usiadła naprzeciwko mnie. Zerknąłem dyskretnie ze dwa razy i jakoś tak mi wyszło, że powinienem ją znać. Wytłumaczyć powodów nie zdołam, a mitologii dorabiać mi się po prostu nie chce. Wystarczy, że podjąłem wysiłek inwigilacji. Pani wyciągnęła z torebki słodką bułkę i tak nieznacznie, ukradkiem skonsumowała ją. Pusty woreczek foliowy wrócił skąd przyszedł, a jego miejsce zajęła książka. I tu się nie sprawdziłem jako szpicel – tytuł pozostał niewiadomą. Intryga rozwijała się wprost proporcjonalnie do liczby mijanych przystanków. Kiedy stało się jasne, że dojedzie tak obok mnie do pętli wymyśliłem sobie, że miniemy się w korytarzu. I stało się! Pani okazała się nowym pracownikiem firmy.

Nierówności.
Obserwować i oceniać, wi(e)dzieć i dzielić się tym.
Bierność działań (? – działanie = aktywność). Korzystanie ze zmysłów nie przynosi szkody innym, dostarczając przy okazji zysków korzystającemu. Natomiast przetwarzanie, oraz akcje wykonane pod wpływem procesów myślowych, wprowadzają zawirowania w istniejących stanach/związkach/układach. Wniosek jest prosty. Myśliciel świata nie zmienia, za to porządny kopniak już może! Skąd historia pamięta aż tylu główkujących? Widocznie po lekturze słów ktoś rozpoczął działalność.

Relacje wzajemne.
Jak w przysłowiu o Kubie i Bogu – dane wraca. Teoria sprzężeń posuwa się krok dalej. Uogólniając twierdzenia cybernetyczne można je przenieść na grunt towarzyski. Wystarczy rozpocząć cykl zdarzeń, aby następstwa posypały się lawinowo i rosnąco. Bez względu na to, czy dane sprzężenie będzie miało negatywne, czy pozytywne skutki. Łatwo wyobrazić sobie, że obojętny nieznajomy mijany bez słowa na ulicy przestanie być obojętny, kiedy napluje się mu na głowę. Wiedząc, że rozpoczęliśmy sprzężenie negatywne, wywołujące reakcję o natężeniu większym (eskalacja) należy spodziewać się odwetu – naplucie na nas nie usatysfakcjonuje jegomościa. Odzew zależy od jego naturalnej agresji i wyobraźni. No… oczywiście on również powinien być świadom, że jego działanie zmusi naszą wyobraźnię do wyprodukowania czegoś jeszcze śmielszego. Więc może należy pomyśleć o tym przed napluciem mu na głowę? No dobrze… A ile można wymyślić kontrofensyw?
Przy sprzężeniu dodatnim sprawy mają się podobnie. Czasami zwykły uśmiech prowadzi do jakiegoś celu – nie do ogarnięcia rozumem.
PS. Pokerzyści (i nie tylko) trenują kamienną twarz, żeby przypadkiem nie rozpocząć zmiany stanu. Obojętność wydaje się być tam pozytywną.

Widziane.
Rutynę poranka przerwał tym razem widok skóry z suchej kiełbasy – z tych grubych. Rozmaite rzeczy potrafią ludzie spożywać w marszu. Do widoku psich odchodów nieomal przywykłem, uznając, że podobnie, jak dzień wymaga nocy, a dobro zła, tak piękno może istnieć wyłącznie w otoczeniu brzydoty. W każdym razie ciąg dalszy zapowiadał się nietypowo – i tak się właśnie stało. Nim dotarłem do przystanku minąłem litrowy słoik wypełniony co najmniej w trzech-czwartych moczem. Ustawiony w osi chodnika z jakimś nieznanym mi przesłaniem. Wiem, że ów chodnik nocami okupowany jest przez panie sprzedające niedopieszczonym swe bułgarskie wdzięki. Czyżby wzorem zwierząt znaczyły swoje terytorium? Zaintrygowany poszukałem śladu drugiego końca. Cóż. Jak mawiał jeden z wielkich ”symetria jest estetyką głupców”

Zawody.
Świat walczy. Toczy boje wielkie i potyczki rozmaite. Wokół atmosfera przesycona konfliktami i grami wojennymi. Oręż dowolny, reguły również. Pojedynki słowne, starcia emocjonalne, walka wyznaniowa, przemoc fizyczna. Aż ciężko wymyślić dyscyplinę, w której nie ma rywalizacji. Próbuję siedzieć na widowni – klaskać i gwizdać według uznania… Czas mnie wypycha i strąca z trybun w wir, w pierwsze szeregi, bądź jako odwody, czy zgoła lazaret. To nieporozumienie. Oko chciał pobyć anonimowym kibicem – cichym i bezwonnym. Może nie na pełny etat, ale chociaż od święta, tak jak od święta chodzi się do teatru, czy kina. Czy udało się komuś obejrzeć cały spektakl pozostając wyłącznie widzem? A może istnieje możliwość nie brania udziału, pomimo, że nie jest się obojętnym?

Melancholie poranne.
Skrzyżowałem spojrzenie ze szklarzem otwierającym drzwi zakładu na parce gołębi przytulonych do siebie na chodniku. Chyba troszeczkę zawstydził się, bo zaczął rozmowę z nimi dopiero, kiedy przeszedłem. Na drugiej stronie ulicy, niczym równoległy wektor o przeciwnym zwrocie, zaznaczyła swoją obecność piękna kobieta w nadnaturalnie błękitnej sukience. Przywiodła myśl, że przy panującym upale, ciała okryte żaglami spódnic lub sukienek, reagujących na najlżejsze, lekko schłodzone powiewy, są mniej nieszczęśliwe od tych skazanych na chodzenie w regulaminowo długich spodniach (ciekawostka – wg zarządu firmy pracownik w krótkich spodenkach wygląda niepoważnie, więc należy wydać zarządzenie, aby wydłużył nogawki do kostek. Spocony i dyszący wygląda poważnie). Był taki czas, że Oko, w ramach przegranego zakładu, paradował w spódniczce przez cały dzień. Nie było to przykre, aczkolwiek typowe również nie było. Ciekawe doświadczenie. Spóźniający się autobus dostarczył dodatkowych chwil na rozmarzanie się. A tu konkrety czekają na spełnienie. I to ja mam je spełniać….

Spostrzeżenie.
Dla jednostek świat składa się z pewnej liczby osób naznaczonych poznaniem. Krąg rzędu … powiedzmy pięciuset osób. Obracamy się po przecinających się orbitach wymieniając ukłony i zdawkowe grzeczności, z niektórymi pogłębia się zażyłość poprzez wspólne zainteresowania, pracę, preferencje seksualne. Cała reszta populacji stanowi tło – taką ogólną jednostkę, LUDZIA, reprezentującego nieznane i dysponującego podstawowymi wyłącznie cechami (je, śpi, pracuje, kocha). Ów, pozornie mógłby nie istnieć. A jednak. Bez tego nieznanego Ludzia oko umarłby z głodu, chodził bez butów i mieszkał w szałasie. Bo szałas potrafię zbudować. Ale z butami sobie już nie poradzę… chyba… I kto nauczy mnie polować na parówki?
Dziękuję ci anonimowy Ludziu, że utrzymujesz na tym świecie mój malutki żywocik.
PS. Z pewnej odległości ludzie stają się przewidywalni. Same powtórzenia. Cykliczność zakłócana jest chwilowo przez obłąkanych, odurzonych i geniuszy. Jednak nawet ich dopada fizjologia.

Zeznanie.
Owszem – później wstałem dzisiaj. Na dodatek, zamiast udać się wydeptanymi ścieżkami wykonałem spacer. Spacer przez miasto. I to dobrowolny, z pełną świadomością czynu. Po drodze spotkał mnie kolega z pracy, sugerując, abym ulokował moje siedzenie w jego samochodzie. Zrezygnowałem – równie świadomie. A potem minęła mnie malutka kobietka prowadząca potwornie wielkiego mercedesa. Niespodziewanie odsłuchałem poranny koncert na świerszcze, ptaki i korony drzew. Zdumiewające, że w mieście da się posłuchać koncertu i to bez zakłóceń cywilizacyjnych. Potem była już praca. Rozpoczął się kolejny dzień pełen sukcesów. Gdy pierwsza kropla potu opuściła mój nos nieubłaganie kierując się ku ziemi (w wersji papierowej) zadanie dobiegło szczęśliwego końca. Dalsza wędrówka w stronę pracy to wspomnienie praw Murphy`ego. Dlaczego jedyne dwa samochody musiały się mijać na ulicy bez chodnika i pobocza akurat na mojej wysokości???

Lusterkowe fantazje.
Z braku lepszych pomysłów spróbowałem wymyślić sen. Skoro ma on stanowić „zwierciadło duszy”, więc powinien stanowić jakąś transformację rzeczywistości. Nauka od pewnego czasu dysponuje narzędziami, które potrafią, znając rodzaj zaburzenia odkodować pierwowzór. Wykorzystanie działania przeciwnego – prymitywne, ale skuteczne.
„Czytanie snów” podlega analizie – proces dedukcyjny poszukujący źródeł i rozbierający znaczenia z symboli i mitologii. Skoro tak, aby napisać sen wystarczy na garść zdarzeń nałożyć maskujący zbiór. W poszukiwaniu tematu odrzuciłem wstępnie sny jawnie erotyczne, zwierzęce, sny o lataniu, bogactwie, władzy i polityce. SF nie pociąga mnie, więc próbuję krążyć wokół materii znanej naturze. Ot i efekt w wersji „life”- jak mawia Daniec, znaczy, że niby na żywo….
Żrę poziomki. Ustami, prosto z krzaczków. Na języku czuję oprócz ich ciepłej słodyczy także zimną wilgoć rosy. Nozdrza wypełnia mi zapach grzejących się w słońcu drzew iglastych.
Chwilowo nie potrafię określić, czy jestem sam, czy też mam towarzystwo – obecnie to nieistotne. Przy kolejnym krzaczku natrafiam na głęboko wyduszony w wilgotnej ziemi odcisk buta o rozmiarach z pogranicza niedowierzania. We wgłębieniu zebrała się woda spijana przez muchy o zielonych odwłokach. Nie jestem w stanie dalej pożerać poziomek. Odwracam się ze wstrętem jednocześnie wstając na nogi. Głowę uczesała mi zwisająca gałąź sosny pozostawiając we włosach lepką pajęczynę, z wczepionym w nią zeschłym liściem. Swędzą mnie plecy, a z dłoni odklejają się źdźbła traw. Nie wiem, czy mam wyplątywać się najpierw z pajęczyny, podrapać się pod łopatką, czy obetrzeć ręce o spocone uda.

Może ktoś spróbuje to teraz odkodować?

Taktyka.
Rzeczy można załatwiać wprost. Po chłopsku. Wiem, czego chcę i robię to co należy, aby osiągnąć cel.
Można ideologicznie – na wiarę. Ta podobno góry przestawia. Samozałatwianie się, manie nadziei, cuda i zbiegi okoliczności.
Można również pofilozofować. Naukowe podejście do tematu zwiększa prawdopodobieństwo błędu, ale jaka satysfakcja, kiedy cel zostanie… nie tyle może osiągnięty, co rozpracowany. Dodatkową zaletą jest możliwość doktoryzowania się z danej dyscypliny.
Można – podejść do zagadnienia politycznie. Wtedy co prawda o osiągnięciu celu mowy nie ma, za to można pogadać, ludzi spotkać, przy okazji jakąś poboczną sprawę załatwić. I pomataczyć troszeczkę, ciśnienie podnieść najmniej zainteresowanym. Dobre podejście na nudne poranki.
Jakieś inne metody? Jest ich mnóstwo. Dziecięca”nie wiem jak, czasami nie wiem po co, ale ma być, bo chcę”. Albo prawna„czy w tym stosie ustaw i rozporządzeń uda się znaleźć jakiś haczyk? Może uda się ominąć, może jakaś luka prawna. Na pewno się da, tylko zamiast słów zrozumiałych należy użyć określeń z pogranicza abstrakcji. W końcu prozaiczny dywan, to nic innego jak technologiczny splot materiału z włókien sztucznych, nasączanych barwnikami termotrwałymi i wodoodpornymi o zmiennym składzie chemicznym dostosowanym do przewidywanych potrzeb wizualno-estetycznych potencjalnego nabywcy. I tak nikt nie zrozumie co to za przedmiot, ale być może spowoduje spadek haraczu na rzecz państwa o połowę”
A ja? Piwa chcę się napić w godziwym towarzystwie.


  • RSS