Lustro

Uwaga-poligon-wchodzisz na własną odpowiedzialność

Wpisy z okresu: 8.2002

Fatamorgana, czyli rzecz o znikaniu.
Żyję w kraju, w którym można zauważyć tendencje do znikania. Problem dotyczy nie tylko martwej natury (lub jeśli ktoś poczuł się urażony estetycznie – przedmiotów udokumentowanych empirycznie), lecz również ludzi. Być może wieloletnią partyzantką patriotyczną po społu z sabotażem uzasadnionym ideologicznie nabawiliśmy się jakiegoś zwyrodnienia genów powodujących powielenie tej cechy w kolejnych pokoleniach. Nie czuję się wolny od tej cechy – potrafię znikać przedmioty, potrafię się ulotnić, potrafię zgubić pamięć lub cielesność. Teraz planuję dokonania czynu zniknięcia wirtualnego. Jeżeli nie zapomnę jak się wraca ze znikąd, to wrócę …. powiedzmy drugiego września. O ile będzie dokąd wracać.
A tak już po ludzku – oko na urlop się wybiera i nie zamierza poszukiwać niczego tak nienaturalnego jak świat wirtualny. Wychylę łebek poza zero-jedynkowo zaprogramowaną nierzeczywistość. Pełne zanurzenie – głębokość peryskopowa (że niby obserwować nadal będę).

Usprawiedliwienie.
Uprasza się o wyrozumiałość. Oko nie obserwował dzisiaj. Jestem słabym człowieczkiem, więc postaram się wytłumaczyć z tego bezruchu. Do rzeczy.
Podczas deszczu ludzie uzbrojeni w parasole stają się niebezpieczni. Patrzą pod stopy i broń boże dalej. Używają parasola jak maczety, a przestrzeń pod rozpiętością traktują jak własność. Ominąć delikwenta posiadającego narzędzie ponadnormatywne to duża sztuka na wąskim chodniku. Niezrozumiałym była dla mnie liczność parasoli. Ludzi w mieście przybyło, czy co? Kluczyłem pomiędzy zadaszeniami robiąc śmiesznie wyglądające uniki, aby oczy oka ocalić. Dotarłem do pracy w przemoczonych butach.
Stąd wnioski wysnuć można: chodniki mamy dziurawe, kanalizacja ściekowa nie wyrabia się, a oczy są ważniejsze od stóp. I tyle na dzisiaj. Cześć.

Ze szlaku.
No proszę! Odrobina deszczu, a świat zaczyna być interesujący. I tak, w drodze ominąłem piątkowy dziennik. Leżał sobie pogardzony i nieczytany na mokrym chodniku. Może ktoś przykrył jakąś nierówność? Około trzydziestu kroków dalej spotkałem kolejną gazetę. Te same szpalty. Sytuacja powtarzała się sześciokrotnie. Z braku lepszych pomysłów lazłem szlakiem wyznaczonym przez zmoknięte papierzyska, by we wnęce fasady kamienicy – staruszki natknąć się na przemoknięte szmaty. Porzucona bluza w kolorze mokrego granatu. Nieopodal, niczym meta dla gazet leżał czarny t-shirt. Być może odnalazłbym resztę szlaku wytyczonego przez przedmioty, jednak drogi nasze rozeszły się. Kto wie, co stanowiło graniczną jakość? Scherlock Holmes wymyśliłby pewnie logiczny ciąg zdarzeń upamiętniony w opisywany przeze mnie sposób.

Z ostatniej chwili.
Spotykają się dwie samowole budowlane, a na ich styku dochodzi do wrzenia pod wpływem zdecydowanego oporu materii. Materia jest lekka i bardzo wybuchowa. Z pewnej (bezpiecznej) odległości prowadzę obserwacje. Ktoś/coś wybuchnie…
Jakiś taki żądny wrażeń się zrobiłem…

Agitacja.
Rewolucje rodzą się w ciszy. Erupcja zaczyna się gdzieś pod. Naprężenia pęcznieją, a powierzchnia pozostaje niewzruszona. Wir głębinowy. Typową cechą wirów jest, że choć lejek duży i silny, to zalążek niewielki. Wielkość zrodzona z zarodka. I nawet taki drobiazg, jakim jestem może stać się pępkiem rewolucji. Trochę zaangażowania, słów rozpalających waleczne serca, jakiś wróg zewnętrzny… a! dobrze jest, żeby wróg posiadał jakieś imię – łatwiej walczyć. Kiedy wymyślę powód/wroga, dla którego mógłbym wywołać taką lokalną rewolucję (niekoniecznie dużą) to ogłoszę nabór. Chyba, że komuś wszystko jedno o co walczy, to zapraszam już teraz…

Memento.
1. Zajmować mniej miejsca
2. Nie śmiecić
3. Patrzeć uważniej
Pytania.
1. Duży pies o barwie rozjaśnionego kasztana biegający bezpańsko po ulicy. Dlaczego jednak był w kagańcu?
2. Autobus z adresem strony internetowej pt: „moje miasto”. Jakie to miasto, skoro autobus pomalowany został na biało-zielono?
3. Jest taki projekt. Maleństwo, ale skończyć go nie można. Są tacy, co na nim awansowali, ale są i tacy, co pracę stracili. Może już moja kolej zająć się nim?
4. Nieznana mi (jak sądzę) kobietka od paru dni mnie obserwuje. Nie zawsze zachowuje się dyskretnie. Przypadek, czy mania prześladowcza?
5. Niepełnowymiarowy kierownik męczy pracownię. Każde pojawienie się krasnala staje się zapowiedzią jakichś nękających go problemów, które mamy rozwiązać za niego. Czy na pewno małe jest piękne?

„Zoologia fantastyczna”.
Nie powinno się dawać oku do czytania rzeczy, które „ustawiają” dni. Po platońskim roku trafił się dzień kota z Chesire. Powoli znikam, a w powietrzu pozostaje sardoniczny uśmieszek. Rzecz zdawałoby się zakończona nabrała kształtu bardziej przypominającego koncepcję niż gotowca. Zmiana reguł gry tuż po zakończeniu, a przed ogłoszeniem wyniku. Na szczęście potrafię jeszcze śmiać się.
Uwagi natury ogólnej:
Niedobrze dla autora kiedy komuś się wydaje.
Jeszcze gorzej, kiedy wydaje się jemu.
Murphy? przewidziałeś taką ewentualność?

Prezent urodzinowy.
Talentami rozlicznymi zostaliśmy obdarzeni, by z nich korzystać. Nie zawsze wiadomo jak spożytkować dar, czasem nie wiadomo nawet jak go nazwać. Znajomi śmieją się ze mnie, że jeśli w pociągu znajdzie się jeden drobny pijaczek, który będzie poszukiwał słuchacza, to niewątpliwie znajdzie mnie, choćbym się ukrywał. Podobnie rzeczy się mają z gawędziarzami. Co rusz w moje progi zawita gość, usiłujący słowem nakłonić moje pieniądze do zmiany lokalizacji. Nie wiem dlaczego większość gawędziarzy zaparła się uczyć z jednej książki i to tego samego schematu. Żal mi troszeczkę takich ludzi, którym dotarcie do sedna prostej sprawy zajmuje dwie godziny, jednak nie na tyle, żeby im w tym przeszkadzać. Posłucham, popytam, patrzę sobie jakie stosują uniki. Wredny jestem. Niedobry bardzo.
Wracając do tematu rozmawiają ludziska z okiem, niektórzy udają nawet, że opinia oka ma jakieś znaczenie. A ja? Ja jestem słuchawka.

Wróżby i znaki.
Właśnie dziś przeczytałem, że rok platoński obejmuje okres dwunastu tysięcy dziewięciuset dziewięćdziesięciu czterech takich lat, do których przyzwyczaił nas kalendarz panujący obecnie w świecie zachodniej cywilizacji. Spryciarz wymyślił sobie, że rokiem będzie nazywał interwał, który pozwoli na powtórzenie ustawienia słońca i pięciu znanych planet w identycznym położeniu. Na dodatek, właśnie tyle ma żyć feniks, by następnie odzwierciedlać historię. Identyczność układu planet ma zapewnić powielanie.
Czyli za te niespełna trzynaście tysięcy lat siądzie przed komputerem człowieczek i kląć będzie głośno i wyraźnie w poniedziałkowy poranek. I on również po (zachodnim) roku pracy dowie się, że jeszcze nie zaczął tego, co powinien był już skończyć. Jeżeli inwestor wytrzyma, to dokonam piątej rewolucji w projekcie. Przydałaby się nowa twarz, która zaniesie te powtórzenia do urzędów.

Wczoraj.
Udało się coś, na co oko miało ochotę od dawna. Kąpiel w ciepłym deszczu. Nie do końca zrealizowany kaprys. Kto widział, żeby dorosły człowiek kąpał się w ubraniu? Nawet ta namiastka wywołała kilka czasów przeszłych:
Dawno.
Oko odrzuciło mokre tekstylia na jeszcze bardziej mokry namiot i brodząc w jeziorze korzystało z wściekłej pompy. I krzyczało się swoją beztroską radość pod prąd największych kropli deszczu, jakie się widziało.
Jeszcze dawniej (czas zaprzeszły).
Tak dawno, że dawno to nieomal wczoraj, stało oko w tłumie na dworcu głównym. Z nieba schodziło coś, co nazywają oberwaniem chmury. Wykorzystując własny zmysł praktyczny oko schowało ubranie i obuw do torby foliowej i nie zważając na zdziwione spojrzenia innych oczu spokojnie-upojnie-rozkosznie powędrowało do domu.
Pomiędzy dawno i dawniej.
Namówiło oko przeciwną płeć na drobny alkohol. Świat został przesycony opadem. Widoczność skurczyła się. Biegło oko, trzymając płeć odmienną za rękę. W kałużach się tańczyło. Tylko jury zabrakło, żeby jedno z nas zostało miss mokrego podkoszulka (brak konkurencji).
Teraz-jutro (czas przyszły jeszcze niedokonany).
Tęskni się do takiego deszczu, który nie napotka na przeszkodę materiału, takiego, który wytyczy strumienie na ciele, takiego, który spłukuje czas i znaczenie, takiego, przy którym w jednym okrzyku można zamknąć cały świat…
Rozmarzyło się oko… Czas wracać na ziemię.


  • RSS