Czarnowidztwo.
Kolory zetlały w jesiennym krajobrazie, albo ukryły się przed wzrokiem, stając się wysuszoną powłoką tła dla czerni, chociaż szczególnego związku z zaduszkami nie odkryłem. Wczoraj zafascynował mnie widok czarnego biustonosza przerzuconego przez gałęzie korony jesiona na wysokości trzeciego piętra (gdzieś na marginesie doszły mnie słuchy, że miał intymne towarzystwo jeszcze trzech fragmentów tekstylnych tej samej maści, tylko wiatr je zabrał) – ileż porywających historii można byłoby mu przyfastrygować…
Dzisiaj gawron ścigał pod ziemią robaka. Niczym młotem uderzał w ziemię, a strzępki trawy sypały się dokoła. Moja cicha obecność nie była w stanie przerwać skupienia , w jakim oddawał się swojemu zajęciu. Domyślny robak powinien dysponować żałobnym uniformem stosownie do okoliczności, ale – czy to można zaufać robakowi? Wolałem nie przeprowadzać badań empirycznych poprzestając na sprawczej mocy wyobraźni.