Notka laryngologiczna.
Pod ciemną spódnicą widnokręgu zdobioną bladymi jeszcze gwiazdami schował się świat rumiany od całodziennych uśmiechów tubylców. Bo słońce znów zaprosiło na randkę emerytów i przytulone pary. Kolarze odważniej i liczniej kręcili się po wąziutkich chodnikach, a wzrok sięgał dużo dalej niż wczoraj. Słyszałem nawet śpiewającą kobietę i dziewuszki, które nie klęły, chociaż uciekł im tramwaj. Słyszałem płaczącego wilczura przypiętego do bloku i myśli płynące w przestrzeń z oczu nieznajomych.