Lustro

Uwaga-poligon-wchodzisz na własną odpowiedzialność

Wpisy z okresu: 6.2005

Przez okno.
Dawno nie byłem u siebie. Przelotem, poprzez zieleń kwiatów na parapecie zerknąłem na ulicę. W plamie bieli wędrowała młoda kobieta, a kiedy dostrzegłem jej twarz rozpoznałem zeszłoroczne dziecko bawiące się z chłopakami w gry podwórkowe.
Przedwczorajsze deszcze nie dały wytchnienia. Ludzie spoceni jak drzewa łapią wiatr na mostach, pod którymi pływają wycieczkowe statki pełne roześmianych ludzi.
Kwitnące katalpy okryły się kwiatostanem niczym kasztanowce w maju, ozon drażni nozdrza, bramini przenieśli się na letnie rezydencje, psy szczekają, żeby ktoś je zauważył.

Kwietniowo.
Na przemian, bez reguł, kobiety chodzą smutne jak dżdżyste dni, lub promieniejące słońcem. Niektóre wręcz wzrokiem pytają, gdy bladym, pochmurnym świtem mijają przechodniów: „czy to ty jesteś tym, który nie pozwoli mi na samotność?”
Pewnie jak zwykle nadinterpretowałem, bo w końcu co ja mogę wiedzieć o myślach kobiet w pochmurne, lub słoneczne poranki?

Tygodnie znikają szybciej niż świeże truskawki w ustach roześmianych dzieci – że wreszcie ciepło, choć wczorajszy deszcz przyniosłem na koszuli do domu, że wakacje coraz bliżej, a weekendami można zafundować sobie namiastkę odpoczynku. Gdyby tak jeszcze… ale – nie wymagajmy zbyt wiele.

Towarzystwo
Biegam z prędkością dni. Odpoczywam z nocą, choć kładziemy się osobno. Pocę się z lipami, paruję z Rzeką, tętnię życiem wraz z Miastem, rozmawiam z ludźmi. Znów jestem małym trybikiem w kosmosie. Nigdy sam (na szczęście)…


  • RSS