Lustro

Uwaga-poligon-wchodzisz na własną odpowiedzialność

Wpisy z okresu: 8.2005

Święta?
Kobiety śpiewają jadąc rowerem, albo rozmawiają z własnymi myślami, czasem nawet robią burzę nieznanemu odbiorcy. Cóż… ciepło, aż miło. Słońce zamknęło szuflady z biustonoszami, a sukienki są lżejsze, niżby mogłyby być z pajęczej przędzy. Nic dziwnego, że spacer przez mosty sprawia więcej radości niż zmęczone podróżowanie komunikacją miejską. Dzisiaj zafundowałem sobie taki spacer przez chyba sześć mostów w jedną stronę – na całą godzinę. A to wszystko dlatego, że zakończyłem jakiś tam drobny etap romansu z miastami na „s”. Takie małe prywatne święto…

Trochę szkoda.
Wywrotka wiozła ulicami karcz tak wielki, że korzeniami wystawał z każdej strony. Piękne drzewo znaczone piłą jechało przede mną niemal pod sam dom. Już zaczynałem przyzwyczajać się do myśli, że być może zamówiłem je na stół, tylko troszkę zapomniałem o nim, kiedy przypomniałem sobie, że w moim mieszkaniu taki pień raczej nie zmieściłby się, chyba, że zostałby wyłącznym lokatorem.

Stare śmieci.
Znów włóczyłem się po mostach, tam, gdzie lubię. A chociaż powody błądzenia nie były związane z poszukiwaniem chwil wytchnienia, a z powodu konieczności ominięcia kolejnych placów budowy, to jednak zrobiło się sympatycznie. Rzeką płynęła zielona, rozcieńczona farba glonów, a na fosie wyrosła kępa polskich lotosów (poniekąd podgryzana przez chińską rybkę albinosa wielkości 6-osobowego obiadu). Czasami zdawało mi się, że ludzie nadal są mi znajomi – być może spotykałem ich w tych samych miejscach ze dwa-trzy lata temu?

Wakacje i zwierzaki.
Pogodę trafiłem taką, że jaskółkom można było napluć na plecy i to klęcząc. Niby w sumie było około czterdziestu stopni – 10 w wodzie, 12 w nocy i ze 16 w dzień. Sprawę uratowały grzyby w ilościach niespotykanych. Wiewiórki strącały szyszki na głowy pracujących dzięciołów, jakieś samotne lisy przeszukiwały śmietniki na ośrodku, zaskrońce zażywały kąpieli w jeziorze, sarny podejrzliwie patrzyły mi na ręce, czy przypadkiem nie wynoszę z lasu zbyt wiele, sroki darły się w niebogłosy o nie wiadomo co, jakby chciały przekrzyczeć psy, którym nikt nie powiedział, że w lesie się nie hałasuje.


  • RSS