Lustro

Uwaga-poligon-wchodzisz na własną odpowiedzialność

Wpisy z okresu: 1.2006

Zawirowania na moście.
Z wysokości mostu, siedząc na chodniku przyglądał się Rzece skutej już chyba w całości lodem. Patrzył tam, gdzie dzień wcześniej odbywał się ptasi sejmik po zmierzchu. Pamiętam – łabędzie w kręgu, pomiędzy nimi kaczki, a na orbicie rozkrzyczane mewy – wspólnie próbowały coś między sobą ustalić, gdy deficyt wolnej wody powiększał się do maksimum. Czyżby więc zadumany egzemplarz w śnieżnobiałej marynarce miał być pokłosiem owej debaty? Piękny, niczym z bajek olbrzym wydawał się czekać na jeźdźca, którego uniesie w świat dostępny dzieciom.
Jeden pas jezdni został zablokowany awaryjnymi światłami samochodu policyjnego. W środku dwóch panów w kamizelkach odblaskowych – no nie – pomyślałem – chyba wlepią mu mandat za zakłócanie porządku publicznego…
Ludzie bez specjalnych ceregieli omijali dojrzałe ptaszysko, a i ono poświęcało swoją uwagę tylko nielicznym. Pół godziny później zniknęli – ptak, policja i zamęt.
Trzeba mieć odrobinę szczęścia, żeby trafić coś podobnego (chociaż skrajny pesymista mruknie – chyba pecha…)

Polarny krąg.
Mróz sprawia, że łzy stają się heroiczne, a zwilżenie warg kończy się ich popękaniem. Na Rzece dwie parujące kałuże, smutne i kurczące się. Na chodnikach skostniałe życie sprzed mniej więcej tygodnia – wtedy można było zostawić odcisk swojej obecności i cieszyć się jego trwaniem. Samochody wyjeżdżające na posiwiały asfalt chrzęszczą w śniegu niczym czołgi, zwierzęta gdzieś poznikały, spódniczki również. Po ulicach chodzą niedźwiedzie nieokreślonej płci. A kiedy nawet uśmiech boli zastanawiam się nad siłą drzew i krzewów – po godzinnym spacerze grzeję się dwie następne, a roślinki sterczą sobie sennie i nawet im kora nie pęknie.

Swobodne loty.
Mróz trochę puścił i można się bezpiecznie uśmiechać, bez obawy, że popękają policzki. Ale jak się tu śmiać, kiedy krew na moście i martwy gołąb na krawężniku. Rzeka złapana w szpony lodu zwęża się dając chwilowy brzeg kaczkom. Ślizgawki chodnikowe z zatopionymi śladami tych, którzy przeszli tę samą drogę wcześniej teraz jeszcze bardziej zwodnicze.

„Marzenie o przejściu podziemnym”
Nowa wartość pojawiła się na jednym ze skrzyżowań. Przestrzennością przynajmniej zastanawia, co daje jej przewagę nad moją „ulubioną” rzeźbą sprzed ASP. Spod ziemi, niczym grzyby wynurzają się postacie wyrzeźbione w śniedziejącym metalu. A im bliżej mają skraju jezdni tym są słabiej wyrośnięte. Za to po drugiej stronie jezdni (jak sądzę oglądałem historię od finału) metalowi ludzie dopiero docierają do … no właśnie – miękkiej ulicy?
Śnieg pada tak mokry, ze zanim zdąży usiąść na kurtce już staje się bezkształtnym kleksem. Uśmiechy i zwierzęta poznikały z chodników. Ja najchętniej również schowałbym się na jakiś miesiąc z okładem.

Głosy
W dzień po sylwestrowych szaleństwach zima się rozpłakała. Świat zaczął kapać, a z rynien dochodziły odgłosy, jakby ktoś w nie wrzucił bile do bilarda. Na klatce schodowej, wpleciony w żerdki poręczy syjamski kot płakał z powodu zbyt młodego wieku na spacery po okolicy, a pod oknami przepływały spóźnione o cały dzień życzenia. Dość wulgarne i bezkompromisowe, a wraz z nimi „postanowienia noworoczne” – do realizacji już, zanim się wytrzeźwieje.


  • RSS