Lustro

Uwaga-poligon-wchodzisz na własną odpowiedzialność

Wpisy z okresu: 2.2006

Pół godziny.
Chociaż trudno Rzekę odróżnić od otaczających ją łąk, a na głowę kapało coś niewidzialnego, wagary miały swój urok. Bez pośpiechu, w którym tonąłem ostatnio permanentnie, noga za nogą, z prądem wciąż ukrytym pod mokrym, białym prześcieradłem i pod wiatr dreptałem alejką wzdłuż ogrodu zoologicznego. Dość bezmyślnie dreptałem – rozchlapując nie stawiający oporu śnieg. Kto wie, czy nie po to, żeby zobaczyć spotkanie psa z wilkiem, kiedy przedzielone podwójną barierą ogrodzenia zazdrościły sobie wzajemnie swobody. Na dużym wybiegu, bezpańsko, wilk wyglądał raczej na tego, któremu więcej od życia dano, ale wzrokiem unikał kontaktu, więc może kłamał. Pies był brzydki, może niezbyt rozgarnięty, a może tylko rozmarzył się, że postać widziana przez siatkę jest odbiciem jego własnej urody?
Dereniowa ścieżka też została uczesana i wystrzyżona nie wiedzieć kiedy i po co. Po ucywilizowaniu krzewy mają najwyżej pół metra wzrostu, choć jesienią sponad nich nie mogłem zerkać na nic, co miałoby mniej niż dwa metry. W sumie raczej smutno.

Dociekliwość?
Wąż albinos śpiący w poprzek miasta zmienił barwy. Rzeka, choć jeszcze nie płynie poszarzała w odwilży. Na chodnikach mięknący śnieg, na jezdniach wciąż nowe dziury. Chyba sporo ich, skoro nawet lokalne wiadomości „zachwycały się” liczbami uszkodzonych samochodów. Na moście kolejny korek – tym razem TIR z kwiczącą wieprzowiną raczył zepsuć się właśnie tam. Gdyby nazwa nie była zajęta, nazwałbym most Zwierzynieckim – spóźniłem się, lecz ciekawość mnie teraz gnębi, czy podobne miał powody autor nazwy w tamtym przypadku.


  • RSS