Świtaniem.
Duży, czarny pies z butelką po piwie w paszczy patrzył na mnie podejrzliwie, czy nie zamierzam dobrać się do resztek z dna. Nieco dalej szofer słuchający muzyki na fotelu kierowcy autobusu zapatrzył się w spławik wędki zatkniętej pomiędzy balustrady. Jeszcze dalej młoda, bujna pani oddawała się podobnej przyjemności stojąc, a za nią brukarze wybierający oczyszczone kostki granitowe z remontowanego placu. Na moście już pospiech i nerwowe spoglądanie na zegarki, bo za mostem praca lub szkoła, a słońce szeroko uśmiechnięte sugerowało, że dzień się rozpoczął. Jeszcze nie zwiedzam, chociaż resztki czasu poświęcam znów na podglądanie drzew w różnych dzielnicach.