Zwierzęta.
Wystarczy porzucić lokomocję, żeby chłodnym jeszcze porankiem obserwować jak czaple patrolują Miasto. Porzuciły widać pielesze naszego ogrodu zoologicznego i wybierają wolność. Gdzieś, w cieniu żywopłotu śpiący jeż – wyglądał na nieboszczyka, lecz kiedy obróciłem go patykiem przekomicznie przeciągał się i próbował wtulić ryjek w trawę. Nad Rzeką tłok – a raczej w nurcie – ryby w poważnie konsumpcyjnych rozmiarach baraszkują nieopodal mostów, niewiele sobie robiąc z całych stad wędkarzy wzmacniających odporność na chłodną bryzę rozmaitym alkoholem. Mówiąc stada nie przesadzam – zamiast grilla moda na wędkowanie zbiorowe, wprost z chodników, a jeśli się uda znaleźć zakątek z miejscami siedzącymi przeradzające się w całodzienną zabawę. W gęstniejących, nadrzecznych chaszczach przemykają bażanty, w opłotkach czujne sarny i lisy, kaczki krążą ponad głowami bawiących się dzieci oddając się amorom, kiedy te grają w piłkę. Szczury w biały dzień segregują kontenery opróżniając je z resztek pożywienia, psy i ptasia drobnica krążą niestrudzenie i wszechobecnie. Cała ta menażeria, gdyby dać jej szansę mogłaby opanować Miasto. Może wystarczyłoby zatrzymać ruch kołowy, żeby przyszły tu żubry i dziki?