Dowolne jutro?
Plac buduje się sam. Drugi siłami może czterech osób, a most, choć obstawiony maszynerią wszelaką dysponuje dwoma ludźmi w roboczych ubraniach. Może to już ostatni robotnicy budowlani w tym kraju?
Patrole w czaplich piórkach wróciły – nadrzeczne rejsy odbywają się regularnie, wrócili również kolarze chodnikowi. Bielizna znika z trotuarów i tylko patrzeć, kiedy bosonogie nimfy tańczyć będą po bulwarach. Deszcze – rzadkie jak na Saharze swoją intensywnością skłaniają do ekstremalnych zachowań – bo jak tu nie wykąpać się, kiedy krok przede mną trzy wymiary pełne parującej wody? Resztki rozumu (?) i okna pobliskiego komisariatu powstrzymują mnie. Może ucywilizowałem się nadmiernie. Zbyt wiele odkładam na później. Zdecydowanie zbyt.