nieśmiało.
Chyba nie wyleczyłem się z tego bloga, pisaniny, zaglądania w ukryte życiorysy kilku nie-całkiem-znajomych-ludzi.
Zerknąłem z ciekawości, ile czasu przeżyło lustro od chwili, kiedy ostatni raz raczyłem cokolwiek napisać i wygląda, że administrator ma jeszcze większego niż ja lenia.
Nazmieniało się?
A owszem – nadal patrzę, jednak Miasto jakby ciut inne, przybywa krasnali, fontann, wcześniejsze remonty nadal się toczą, a nowe dołączają do nich nieustannie. Oś życia ustabilizowała się – poruszam się niczym pająk po oswojonych niciach , rzadko tylko zmieniając ścieżki. Przyglądam się ludziom i detalom, a chociaż powtarzam rytuał o w miarę stałych godzinach i punktach obserwacyjnych nie dostrzegam powtarzalności zdarzeń i ludzi. Dziwne raczej.
A skoro już niedoleczony pojawiłem się tu, może znajdę w sobie energii na choć jedną notkę w tygodniu. Nałóg?