Lustro

Uwaga-poligon-wchodzisz na własną odpowiedzialność

Wpisy z okresu: 12.2007

Powroty.
Kiedy już skończyłem się rozglądać, siedząc poniżej poziomu ulicy, nad szkalneczką piwa, a przez szyby można było zobaczyć wyłącznie mleczną parę z rozgrzanych ciał, która od czasu do czasu zabiedzonym wężykiem pojedynczej kropli spływała wskazując coś na kształt środka ziemi, ostatnim „teleskopowym” rzutem oka dostrzegłem pożegnanie. Czułe i nieskrępowane w wyrazie. Dwie kobiety (poniekąd atrakcyjne) nie zważając na samców, których wokół mrowie, całowały się nieomal w drzwiach, jakby świat miał się za chwilkę skończyć. I to wtedy we łbie otworzyły się kadry z tej samej knajpy. W podcieniu pojedynczej celi, mieszczącej podłej wielkości stolik na dwie osoby inne kobiety szukały wzajemnie nie tylko ust, ale pieszczot – być może spełnienia? Mniej chyba wyzwolone były, lub bardziej wstydliwe, bo zakończyć wieczór postanowiły w bardziej intymnych otoczeniach.
A knajpa? – zwyczajna, żadne tam podteksty – rezerwowane imprezy wspominkowe, przelotne piwko dla złapania oddechu, czy copiątkowe świętowanie, że udało się przeżyć kolejny tydzień. Sympatyczne miejsce, w którym barman potrafi pamiętać kto lubi podgrzane, a kto z sokiem, gdzie barmanka wygląda jakbym znał ją nadaremnie od stu lat i patrzy takim smutnym wzrokiem, że zapominam, co piję. W takiej knajpie łatwo być albinosem. Anonimowym pochłaniaczem napojów. Ale – jak widzę, można konsumować również uczucia nietuzinkowe.

znówu się dziwię.
Bo jak inaczej, kiedy w tramwaju, pośród tłoku ciał śpiących jeszcze, względnie wkuwających bardzo skomplikowane teorie naukowe, spisane pośpiesznie i bezładnie w zeszytach wymiętolonych do cna, w uszach odzianych w słuchawki, z muzyką zarażającą kilka metrów kwadratowych sąsiedztwa, pośród plecaków-zawalidrogów z wałówką od mamy, plotek wykrzyczanych ponad jazgot szyn i oczywistego na ulicach korka, że pośród tego wszystkiego to własnie ja musiałem… (musiałem?), a może po prostu spotkałem dłoń. Nie byle jaką, choć nieznaną – otóż dłoń była NIEUŻYWANA!
Podobno powinna mieć linie papilarne i ślady życia zaklęte w odpowiednie linie, z których pewniej niż z fusów można przeczytać CV osobnika i to w obie strony (że niby w przód również, co dla niektórych jest niebagatelną wskazówką – choćby wygranej w totka, podróży na Karaiby, welonów, kołysek, brunetów wieczorową porą i całej masy – kto-tam-co-chce).
Podobo powinna, jednak nie udało mi się dotknąć wzrokiem czegokolwiek. Niczym niemowlęta różowo-białe dłonie zaledwie draśnięte paznokciami obejmowały zimne chromy uchwytów. Damskie były to dłonie, lecz o kobiecie nie potrafię powiedzieć nawet tego, że była. Czyli znów pogrążam się w „Kosmos” drobiazgu bez żadnego dla świata znaczenia. Defekt jakiś mam, czy też hobby?


  • RSS