Powinienem już przestać dziwić się bogactwu ptasiego świata w samym środku Miasta, jednak z każdym dniem nowe idzie. Na dzień dobry perkoz, którego bardzo lubię nazywać peryskopem – do dzisiaj wydawał mi się ptaszkiem wakacyjnym, a nie tubylcem, który bada głębokość Rzeki. Pomijając łyski, krzyżówki, łabędzie, kormorany i czaple po kilku zaledwie minutach natknąłem się na bażanta. Siedział sobie dumnie-rudy na płocie i sprawdzał, jak szybko Rzeka płynie, albo dumał skąd słońce dzisiaj nadejdzie. Bo to nigdy do końca nie wiadomo, co też taki ptaszek może sobie myśleć, kiedy dzień dopiero wypłątał się z prześcieradła nocy.