Taki dzień (kiedy już przyjdzie) na pewno nie będzie dniem powszednim i codziennym. Jak go nazwać, gdy budzi cię zanim jeszcze zgasła noc, wabi śpiewem ptaków i wysyła promienie słoneczne prosto w zaspane oczyska. Wychodzę więc wcześniej niż powinienem z wielką ciekawością. W nurcie kołysze się butelka po winie – raz kiwa na „tak”, raz na „nie”. Niczym gombrowiczowski patyczek zaczepiony pajęczyną w dziurze muru zwiastuje niepewność i nieprzewidywalność. Po drodze kobiety-klepsydry zapatrzone we własne wnętrza, jakby próbowały zatrzymać przesypujący się czas – wcale przez to nie mniej piękne. Później metalowy cietrzew sterany rdzą do amoku czeka, aż ktoś go uwolni od męki – skądinąd – przy uniwersytecie przyrodniczym, czyli zwierzątko myślące. Jeszcze się dobrze nie napatrzyłem na cietrzewia, gdy los rzucił mi bierki pod nogi i zaprasza do gry – czarne pręty parasola rozsypane na chodniku czekają na graczy. Nieco dalej (w zależności od ideologii) krzyżyk wycięty w płytce chodnikowej (dla idealisty) lub plus (dla materialisty), albo też „X” (dla pozostałych). Dochodzę do parku, a tu tablica informacyjna prosząca bym nie obniżał walorów… Przestałem czytać natychmiast, ponieważ swe wątpliwe „walory” chciałem obniżyć na parkowej ławce i spokojnie zapalić papierosa, co z resztą się udało bez trudu. Na jednej z kolejnych ławeczek stoją dumnie puste opakowania – półlitrowe po „Łomży” i ćwiartka po „Sobieskiej”. Umysł zaczął już wymyślać niestworzone historie, kiedy głowa odnalazła pracowników Zieleni Miejskiej sadzących krzewy w parku – pierwsi podejrzani, że gdy termometr wskazuje pełne godności zero zmniejszyli krzepliwość krwi przed wykopkami. Głęboką koleiną zdarzeń przyszło iść. Wiewiórka szukająca swoich jesiennych zapasów wzbudzała sympatię całym swoim istnieniem, gdy mawia się, że małe, i że rude to wredne. Chyba, że to ja taki nietypowy… Myśli wciąż krążą, choć nogi pokonują wciąż nowe przestrzenie i meta coraz bliżej. Jakiś facet w dalekiej przeszłości powiedział, że na tym świecie do najpiękniejszych widoków należą konie w galopie, statki pod pełnymi żaglami i nagie kobiety. Ciekawe, jak wyglądałaby święta trójca estetyki kobiet? Trochę strach zapytać, a płci zmieniać raczej nie będę… Zanurzam się w ten dzień pełen wątków nieznacznych z myślą, że to już było. Że gdzieś tam we własnym archiwum odnajdę te same wątpliwości i fantasmagorie mało istotne z punktu widzenia świata. Wkraczam w przeszłość.