Świat skarlał już zupełnie, jeśli w Europie Azjata spotyka się z Afrykanerem na gawędę. Afrykańczyk musiał być równikowy, bo karnację miał ciemniejszą od nocy w nowiu, a Azjata (jak to ichnie chłopy) ciut zabiedzony – chudy, jak nie przymierzając ja i ze skośnymi oczami. Wymienili po parę słów zaledwie i rozeszli się w przeciwne strony. Dlatego myślę, że świat całkiem się skurczył, bo te parę słów, to mogli listem wysłać, albo się zdzwonić, czy e-maila wysłać z kawiarenki internetowej, a nie tak w Europie, na zapleczu ratusza, otoczeni tubylczą codziennością na dwie minutki się spotykać – nawet na piwo nie usiedli. Ale, nie ma co wybrzydzać, jak te młode kobiety, które jesienią zaczynają śmiać się ściągając kąciki ust w dół, zamiast w górę. Potem nadeszło dwóch podstarzałych strongman’ów. Przynajmniej tak sądziłem początkowo, jednak dorodne brody (w kolorach dominujących jesienią – jedna siwa, druga czarna) czerń wszędobylska, srebro licznej biżuterii i koszulki z wyznaniem wiary głosiły: Gothic. Może znowu Miasto promuje rozmaite mniejszości, bo w odstępie kilku minut wzrok mój zaszczyciła młodziutka, szczuplutka pani. w krótkich spodenkach z szelkami i baaardzo kolorową czuprynką. Demonstrowała niebanalną swą urodę na centralnym deptaku Miasta w butach (klnę się na wszystkie świętości!!!), które miały w podeszwach sprężyny i to chyba z pięć na jeden but! Resory tyle nie mają! Z tego wrażenia, to nawet deszcz się rozmyślił i nie zaczął padać, tylko kłębił się nad Miastem z niedowierzaniem. I tylko pijany Niemiec w panterce bredził zaklęcia ponad kuflem piwa i sam siebie klął chyba, że na Oktoberfest się zapisał, a czeskie piwo chleje w Polsce.